strona główna forum dyskusyjne


























Wszystkie zdjęcia działu: polowania



Ambona Gillesa z ktorej oddal strzal.Gilles z pierwszym losiem strzelonym w sezonie.Simon plynie szybciej niz ja.Przyjaciel z sasiedniego obozu Ivon, strzelil peknego mlodego losia.
Pomoglismy mu przetransportowac losia do obozu.Podciagamy go do gory za pomoca motocykla, zeby moc go wlozyc na przyczepke.
autor: Slawek Lukasiewiczautor: Slawek Lukasiewiczautor: Slawek Lukasiewiczautor: Slawek Lukasiewiczautor: Slawek Lukasiewicz
Los juz na przyczepie.Nie jest latwo nawet z motocyklem.Ale jakos poszlo.Najciezszy odcinek pokonany.Ostatnia prosta do obozu.
autor: Slawek Lukasiewiczautor: Slawek Lukasiewiczautor: Slawek Lukasiewiczautor: Slawek Lukasiewiczautor: Slawek Lukasiewicz
Wracamy do naszego obozu brzegiem jeziora.Moj pierwszy los. Ma okolo 2 i pol roku ale jest duzy jak dorosly kon.
W glebi ambona z ktorej strzelalem.Zdjecie ( tryptyk) zrobilem dokladnie z miejsca gdzie oddalem strzal czyli z ambony. Losia musialem narysowac. Reszte opisze.
Po godzinie tego samotnego wabienia wstalem z siedzenia na tarasie ambony zeby wyprostowac nieco kosci i zrobic kilka krokow. Wszedlem do malego pokoiku (1,5 metra na 1,5 metra) zerknalem na cos tam i wrocilem na taras. Patrze przed siebie i oczom nie wierze. Nie waidomo skad i kedy, kilkadziesiat metrow od ambony pojawil sie byk i spokojnym rytmem oddalal sie w kierunku jeziora. Wyszedl prawdopodobnie z krzakow po prawj stronie (jakies 50 metrow od ambony) ale to tylko spekulacje bo przeciez ja zszedlem z tarasu i nic nie widzialem. Jak go dojrzalem to przez glowe przeszla mi tylko jedna mysl: „NIE WYWINIESZ MI SIE BRATKU, PO TYLU DNIACH CIEZKIEJ PRACY NAD TOBA”. ( Pierwsze zdjecie z  lewj - w tryptyku ).
Widzialem tylko jego tyl i nastepna mysla bylo to, ze w zasadzie na tym kontynencie wykonuje sie taki strzal ktory nazywa sie TEXAN SHOT czyli strzal w odbyt.
Pozwala to na chwilowe unieruchomienie zwierza i czesto na zmiane jego pozycji aby sie lepiej ustawil. Nigdy nie oddalem takiego strzalu uwazajac ze jest malo etyczny. Ale to oddzielna dyskusja. 
Ja postanowilem go zatrzymac i obrocic metoda mojego przewodnika z Afryki – Guntera. ( Zdjecie srodkowe – w tryptyku ).
Te dwie mysli przeszly mi przez glowe w czasie jak los sie oddalal i w kazdej sekundzie mogl wejsc w krzaki po lewej lub prawej stronie.
Od tego momentu wszystko potoczylo sie jak bym byl zaprogramowany przez komputer.
W tym samym czasie wykonalem trzy czynnosci. Siadajac na krzesle, lewa reka chwycilem moj .375 Weatherby a prawa wabik. Oparlem sztucer o balustrade i przylozylem wabik do ust. Los ciagle sie oddalal. Dmuchnalem w wabik krotko wydajac jako glos glosne stekniecie. Nie wysilalem sie na udawanie ze to partnerka jest spragniona byka bo wiedzialem ze jakikolwiek dziwny dzwiek po prostu zaciekawi byka. Tak wiec dmuchnalem w wabik i natychmiast go odlozylem nie patrzac co sie dzieje zlozylem sie do strzalu. Wiedzialem ze teraz musze liczyc tylko na to co zobacze w lunecie aby ocenic jak moj halas zmienil marszrute byka.
Tak wiec w lunecie zobaczylem ze byk sie zatrzymal na samym skraju jeziora i powoli odwrocil leb w lewa strone szukajac zrodla halasu. Stal odwrocony tylem – lekko skosem (tak ze widzialem jego lewy bok). Wycelowalem za lewa lopatke ( myslac ze kula musi przejsc przez jakies wazne organa) – nawet jesli pojdzie troche w lewo lub w prawo.
Odleglosc byla okolo 100 metrow ( pisze okolo, bo tym razem nie miale dalmierza – firma Svarowski nawalila na calej linii ze swoim nowym produktem ). Zamowiony od kilku miesiecy najnowszy model dalmierza nigdy nie dotarl do sklepu. Zemscilem sie na nich anulujac zamowienie po powrocie z polowania. ( Zdjecie z prawej – w tryptyku )
Tak wiec moje kalkulacje okazaly sie sluszne. Tak naprawde strzal nie poszedl tam gdzie myslalem – czyli za lopatke. Poszedl troche na lewo – mnimalnie. Ale biorac pod uwage ze byk byl odwrocony tylem i tylko troche skosem to ta minimalna odchylka spowodowala ze zostal trafiony w szyje – a scislej mowiac w kregoslup. Testament pisal doslownie kilka sekund. W momencie ostatniego drgniecia mialem wrazenie ze Swiety Hubert pociagnal za jakis przewod i wyciagnal wtyczke z gniazka. Tak jakby nagle zabraklo pradu.
Poroze male, bardziej przypomina jelenia niz losia. Lopaty jeszcze sie nie wyksztalcily.Ciezko mi jeszcze uwierzyc ze wyszedl na dwie godziny przed koncem calego polowania.
autor: Slawek Lukasiewiczautor: Slawek Lukasiewiczautor: Slawek Lukasiewiczautor: Slawek Lukasiewiczautor: Slawek Lukasiewicz
To nie lopaty tylko dziecinne szpadelki.Nareszcie zjawili sie koledzy i to z nastepna grupa mysliwych ktora nastepnego dnia bedzie tu polowala.Transportem dyryguje Simon.Troche wazyl.Powoli pojedzie.
autor: Slawek Lukasiewiczautor: Slawek Lukasiewiczautor: Slawek Lukasiewiczautor: Slawek Lukasiewiczautor: Slawek Lukasiewicz
No i juz prawie jest na przyczepce.Pozwolenie na odstrzal musi byc opisane i przypiete.Jedziemy do obozu.Przydala sie ta ekipa.
autor: Slawek Lukasiewiczautor: Slawek Lukasiewiczautor: Slawek Lukasiewiczautor: Slawek Lukasiewiczautor: Slawek Lukasiewicz
Zaczynam realizowac jakie szczescie mnie spotkalo.Musze go zawsze dotykac zeby uwierzyc ze go mam.Kolacja u Gillesa.Rano jedziemy zarejestrowac losia do miasta.
autor: Slawek Lukasiewiczautor: Slawek Lukasiewiczautor: Slawek Lukasiewiczautor: Slawek Lukasiewiczautor: Slawek Lukasiewicz

Wróć do wyboru galerii <<poprzednie     następne>> Wróć do wszystkich galerii działu: polowania

Szukaj   |   Ochrona prywatności   |   Webmaster
P&H Limited Sp. z o.o.